Tak jak w kilku poprzednich latach, łagodne i raczej bezśnieżne święta skłaniają do dyskusji przy wigilijnym stole. Co to za święta, takie bez śniegu i zamieci wspomina z lekkim utęsknieniem w głosie, każda babcia podczas bożonarodzeniowych przygotowań.
Wszyscy zgodnie orzekną że zatruty świat czeka zagłada bo globalne ocieplenie dokonuje się na naszych oczach.
Zatem, za kilkanaście lat my zostaniemy spaleni na wiór, woda wystąpi z oceanu a lodowce stopnieją do takich rozmiarów, że biedne niedźwiedzie polarne przypłyną tu na resztkach kry i wleją się nam przez okna salonu. Amatorów takich teorii odesłać można raczej do Apokalipsy św Jana, a cała reszta powinna wreszcie włączyć myślenie.

Po pierwsze i najważniejsze ( i moje ulubione ) Ziemia ma 4,5 mld lat a pierwszy dokładny termometr datuje się na XVIII w. zbudowany przez Fahrenheita który co ciekawe urodził się w Gdańsku.
Jak zatem badając temperaturę od ok 300 lat można stawiać tak radykale wnioski. Wszystkie procesy na Ziemi trwają relatywnie dłużej i temperatura 100 lat temu mogła być niższa bo właśnie taki proces obserwujemy.
Do znudzenia powtarzać można podstawy glacjologii i podział na glacjały oraz interglacjały.
Glacjał na Ziemi to czas zlodowaceń i nasuwania się czapy lodowcowej w głąb stref klimatycznych. Interglacjał to odwrotny proces – ocieplanie klimatu i cofanie lodowców. Jeden trwa średnio ok 50 000 lat – słownie – pięćdziesiąt tysięcy lat.
Obecnie, żyjemy w erze interglacjału o nazwie Holocen. Stałe ocieplanie się klimatu jest zatem czymś zupełnie normalnym i trwałym przez 50 000 lat. Nie 300 lat a 50 000 tysięcy. Niestety Lady Gaga nadal płakać będzie nad losem biednych niedźwiedzi a wy zapłacicie 7 razy tyle za bezwartościowe produkty ECO. Jeśli ktoś nadal twierdzi inaczej to powinien zadać sobie podstawowe pytanie. Jakie są skutki ocieplenia klimatu i czy faktycznie są złe. Tak czy owak my, jako ludzie raczej nie mamy na to większego wpływu.

Jest jeszcze coś co kroczy obok hasła „globalne ocieplenie” prawie tak dumnie jak Grzegorz Krychowiak wsiadający do samolotu prowadzącego naszą kadrę na mundial. Dwutlenek węgla.
Próba negowania teorii o szkodliwości dwutlenku węgla spotka się z podobną reakcją co gwałt na niemowlęciu. Ludzie będą mieli ochotę Cię zabić.
Tymczasem zestawiając kilka naukowych faktów oraz logiczne myślenie – przeciwko mainstremowej papce można dojść do ciekawych wniosków.
Każdemu ślepo powtarzającemu o śmiercionośnej działalności CO2 warto zadać jedno pytanie. Jakie są skutki większej zawartości dwutlenku węgla? Po chwili ciszy i zająknięcia usłyszymy jakieś brednie o wzroście temperatury ( patrz kilka linijek wyżej ) smogu i śmierci.
Oczywiście zaczadzenie to skrajny przypadek w którym tlen zastąpiony przez dwutlenek węgla zabija organizm bo… no właśnie, bo nie ma tlenu. Smog i spaliny są mega trujące bo zawierają związki chemiczne wyjątkowo wręcz niebezpieczne. To że pośród nich jest dwutlenek węgla, nie znaczy że on właśnie nas zabija. Jest to idealny przykład zbiorowej manipulacji.

W 2008 roku na Islandii wybuchł wulkan o skomplikowanej nazwie, pewnie tak trudnej że sami Islandczycy mieli problem z jej wymówieniem. Nie ważne. Ważne, że wyemitował on do atmosfery tyle CO2 co my jako cywilizacja produkujemy przez…100 lat. Czy coś się stało ? Gdzie zagłada ludzkości ? Gdzie polarne niedźwiedzie dryfujące pod moim domem ? No właśnie.
Temat dwutlenku węgla i jego roli w przyrodzie oraz wpływu na organizmy żywe – w tym też jeszcze człowieka – jest niesamowicie interesujący i zasługuje na kolejny wpis. Podobnie z jest z nim jak z solą. Wiele osób twierdzi, że sól to biała śmierć ( kuchenna owszem ) ale jej niedobór jest wiele razy gorszy niż nadmiar.
Warto o tym pamiętać montując w domu czujniki C02. Warto czasem poczytać też trochę o chemii czy biologii a nie kolejnej operacji wszczepienia implantów u Dody.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *